Tag: sesja ślubna



Sesja ślubna w Arboretum w Wojsławicach

 

Witajcie po weekendzie majowym! Baterie naładowane? Gotowi do rozpoczęcia nowego tygodnia? Zatem rozpocznijmy go razem!

Dziś mam dla Was filmik z ostatniej sesji ślubnej, którą zrobiłem w arboretum w Wojsławicach. Chociaż chwilami grzmiało, trochę popadało, a liczba zwiedzających przypominała czasem zakopiańskie Krupówki (w wakacyjnych godzinach szczytu!), to nawet przez chwilę nie traciliśmy dobrych humorów i pozytywnego nastawienia do pracy, którą mieliśmy wykonać. Przyznam się szczerze, że lubię oglądać materiały zza kulis innych fotografów, a Wy? Lubicie zdjęcia/filmy backstage’owe? Mam nadzieję, że tak! dlatego chętnie podzielę się z Wami ułamkiem pracy, jaką wykonuję będąc fotografem ślubnym. Miłego oglądania!



Dagmara i Zbyszek – reportaż i sesja ślubna

To był kolejny upalny dzień podczas którego wykonywałem fotograficzne zlecenie. Tak, tegoroczny weekend majowy był szczególnie udany pod względem pogody na Dolnym Śląsku. Udany dla tych, którzy postanowili poświęcić go na odpoczynek grillując ze znajomymi gdzieś nad wodą itp. Wielu z tych co pracowali ma pewnie odmienne zdanie. Jeśli chodzi o mnie, to te kilka dobrych kilogramów pod postacią sprzętu fotograficznego które noszę w plecaku, potrafią czasem dać nieźle w kość – szczególnie w taką pogodę, w której mógłbym spokojnie kandydować na mistera mokrej podkoszulk xD

Ślub Zbyszka i Dagmary odbył się w Krynicznie, w chłodnym i klimatycznym kościółku (Parafia p.w. św. Stanisława Biskupa i Męczennika), a wesele w sali oddalonej kilkadziesiąt metrów od kościoła.

Poniżej wybrane obrazki, które wykonałem podczas tego dnia:

Rozdział drugi:

Wskazówki zegarka leniwie poruszały się do przodu. Byliśmy coraz bliżej wcześniej ustalonego miejsca, w którym miała się odbyć sesja zdjęciowa. Krajobraz za szybami samochodu zmieniał się z każdą chwilą, gdy nagle minęliśmy coś, na co szczególnie zwróciłem uwagę:
 – Szklarnia! – wykrzyknął rozentuzjazmowany fotograf (ja ;)
 Zbyszek jakby wyczuł, że to właśnie tu rozpoczniemy naszą sesję plenerową. Zatrzymał momentalnie samochód i już po kilku minutach – po rozmowie z właścicielem – zaczęliśmy robić zdjęcia.

Serdecznie dziękujemy panu Stanisławowi Baranowi z Budziwojowic, za użyczenie szklarni i za piękne kwiatki, jakie dostaliśmy w prezencie!



Emilia i Krzychu – reportaż i sesja ślubna

Czysta przyjemność – właśnie tak nazywam podobne śluby, podczas których spotykam wyjątkowych ludzi. Nie chodzi tu tylko o parę młodą, ale o całe towarzystwo począwszy od gości weselnych, aż po księży. Największe wrażenie robiło na mnie zgranie całej tej ekipy, która zarażała swoim optymistycznym nastawieniem do życia. Nawet Emilia jakiś czas po ślubie mówiła mi, że na nagraniach filmowych wyglądam jakbym również bardzo dobrze się bawił podczas wesela. Pamiętam tylko, jak np. tworzyłem z gośćmi weselnymi krąg, radośnie z nimi potańcując (czego się nie robi, żeby się zaaklimatyzować w nowym otoczeniu? ;) Później umierałem ze śmiechu, na widok różnych zabaw i to nie tylko tych oczepinowych. Tak, ten dzień na pewno będę mile wspominał!
Emilio i Krzysztofie, życzę wam wszystkiego najlepszego i dziękuję za możliwość fotografowania waszego ślubu!

Jeszcze kilka słów o sesji plenerowej, którą wykonaliśmy w wyjątkowym miejscu. Pierwsze zdjęcia z kościoła w Żeliszowie widziałem dobre kilka lat temu. Miałem nadzieję, że kiedyś odwiedzę to magiczną lokację, która już od samego początku zrobiło na mnie spore wrażenie. Jednak zawsze brakowało mi czasu, żeby się tam wybrać. W końcu los się do mnie uśmiechnął. Na mojej drodze spotkałem ludzi, których fotografowałem na ich własnym ślubie i dodatkowo mieszkających niedaleko od tytułowej wsi. Trafiła się więc idealna okazja, by nadrobić turystyczne zaległości. Do podjęcia ostatecznej decyzji o tej podróży potrzebowałem skonsultować się ze znajomym fotografem Kubą, który całkiem niedawno gościł w tym kościółku. Dowiedziałem się kilku informacji a najważniejsza to ta, że nadal można wejść do środka – chyba nikt nie chciałby jechać ponad 120km. żeby pocałować przysłowiową klamkę ;)

Na miejscu okazało się, że budowla cieszy się dużą popularnością. Musieliśmy czekać, aż zakończy się sesja fotograficzna pewnego małżeństwa z Belgii, później przyjechali turyści z Wrocławia. Kultura zobowiązuje, więc grzecznie czekaliśmy na swoją kolej. Punktem krytycznym było dostanie się do środka świątyni. Niewielki otwór w ścianie dawał jasno wszystkim do zrozumienia, że łatwo się tam nie dostaniemy. To był jeden z tych momentów w których żałuję, że jestem taki wysoki – drugim np. jest częsta sytuacja gdy chcę sobie kupić jakiś fajny ciuch, a tu takiego rozmiaru nie mają…
Koniec końców weszliśmy do środka. To co zobaczyłem wewnątrz, robiło ogromne wrażenie. Chociaż budynek jest cały zdewastowany, to jednak nie byłem jeszcze w tak klimatycznym i niesamowitym miejscu. Bardzo się cieszę, że moja wycieczka w końcu doszła do skutku.

Ok, koniec czekania – pora na zdjęcia! Miłego oglądania :)

I na koniec kilka strzałów zza kulis: